Lekarz Akademicki, Lekarz Holistyczny Czy Szaman, To Jest Dokładnie To Samo

Pandemia zmieniła postrzeganie rzeczywistości u ludzi. Nie wiem u ilu, bo takich statystyk nie ma, ale zmieniła. Widzę to na platformach społecznościowych. Nie ja jedna zapewne.

Dzisiaj chcę się “przyczepić” do podobnych mnie, czyli trenerów zdrowego stylu życia, zielarzy, hipnoterapeutów, magików i na koniec lekarzy antysystemowych.

Według mnie i jedni i drudzy robią dokładnie to samo, tyle że używają do tego innych słów i innych narzędzi.
Tak samo szkodzą ludziom, bo nie dają im prawdziwej wiedzy o tym, jak zachować zdrowie na długie lata, jak jeść, jak żyć, aby całokształt człowieka można było zamknąć w jednym zdaniu:

“Zdrowy i szczęśliwy człowiek posiadający wszystko to, o czym marzył”

Ci wszyscy modni, antysystemowi działacze “dla dobra ludzi”, na dodatek określający siebie jako holistyczni, wcale nimi nie są.

Miłość, dobro, holistycznie itd to totalnie zdeprawowane określenia. I już tłumaczę, dlaczego tak myślę.

Holistycznie to znaczy całościowo, czyli w przeciwieństwie do medycyny akademickiej, gdzie każdy organ ma osobną specjalizację do dyspozycji, jakby można go było po prostu wyjąć z organizmu, wyleczyć i włożyć z powrotem i nie ma to absolutnie wpływu na resztę organizmu, bo przecież krew nie krąży w organizmie i nie transportuje niczego nigdzie, więc ten naprawiony organ będzie działał doskonale do końca życia.

Lekarze holistyczni robią dokładnie to samo, tylko inaczej się nazywają. Organizują kursy, szkolenia, wynajdują produkty, które mają wpłynąć na jakiś konkretny organ. To zioło jest na to, czarnuszka jest na tamto, goździki jeszcze na coś…

Czekam na moment, aż ludzie zdadzą sobie sprawę, że wszystkie te nowe holistyczne twory, dokładnie tak samo jak medycyna akademicka, zabierają uwagę i kierują ją na poszczególny problem oraz, co najważniejsze, najgorsze i najbardziej destrukcyjne, wciąż skupiają się na chorobie. Na problemie.

Obojętnie jakiej maści szaman czy zielarz czy dietetyk, hipnodietetyk albo jeszcze inny “specjalista” uczy swoich klientów jak się leczyć lub wyleczyć.

Powtórzę: jak się leczyć lub wyleczyć

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że oni wszyscy mówią o tym, jak ważne jest nieoddawanie swojej energii, że energia podąża za uwagą, że należy się skupiać na dobrych rzeczach, a co dzieje się w rzeczywistości? Dokładnie na odwrót.

Na każdej platformie społecznościowej królują dwa tematy. Pichcenie i leczenie efektów tego pichcenia.

Ludzie dostają ślinotoku na widok tych wszystkich cudnych wypieków, tortów, pięknie podanych dań i często mimo postanowień, decydują się w domu zrobić to samo i napełnić się tym cudem po brzegi, by przez chwilę poczuć się jak w niebie. Zwłaszcza jeśli to są słodkie dania.
Wiadomo, raz napchasz się cukrem, organizm będzie wołał po więcej. Szlag trafił dietę, a co! Wszystko jest dla ludzi! Racjonalizujemy patologiczne zachowania.

Gdy już wyrzuty sumienia są tak ciężkie, że nie da się ich unieść, wraca się do diety, albo znajduje inny program.
Oczywiście nie czepiam się wszystkich dietetyków. Tylko tych co mają w nazwie “holistyczny”. A co to oznacza w ogóle?

Holistyczne podejście do zdrowia to założenie, że organizm człowieka stanowi całość. Jako mechanizm zbudowany jest z umysłu, ciała, duszy i emocji stanowiących współdziałające czynniki. Dlatego też błędem jest twierdzić, że pojawiająca się choroba dotyczy jednej części

Z umysłu, ciała, duszy i emocji…

Dlaczego więc ci wszyscy szamani i szamanki oferują jakieś zioła na wątrobę, na nerki, na serce, na jajniki, na uszy osobno? Dlaczego nie są w stanie pomóc całościowo i nie mówią, że to dane zioło naprawi ich “całościowo” czyli od razu umysł, ciało, duszę i emocje?

Bo zabierają się za to wszystko od ogona strony. Bo zaczynają od końca, zamiast od początku. Bo na starcie skupiają się na jednym elemencie i zakotwiczają uwagę klienta na chorobie.
– O czym on potem cały czas myśli? O tej konkretnej dolegliwości.
– Na czym skupia uwagę? Na tej dolegliwości.
– Czemu oddaje energię? (Co zasila?) Dolegliwość.

Więc ja się pytam, czy to jest prawidłowy protokół uzdrawiania?
Nie. Bo zdrowie znajduje się tylko w nazwie programu, albo na opakowaniu danego produktu. Jesteśmy wszyscy uwikłani w chorą nomenklaturę i nie znam innej osoby oprócz siebie samej, która od lat wciąż o tym mówi lub po prostu jeszcze nie spotkałam i niestety wiem, że jako projektor, siłą rzeczy muszę zostać odbita jak piłeczka pingpongowa od ściany. Ale być może ktoś właściwy przeczyta to i zmieni swój tok myślenia.

Nikt mi nie powie, że jest inaczej. Przez ostatnie cztery lata ludzie zmienili postrzeganie świata diametralnie, ale proporcjonalnie do mody na holistyczne podejście, przybyło ludzi chorych. Pomijam tych, którzy przyjęli marchewkę. Mam na myśli tych podobno świadomych i obudzonych. Tutaj dopiero jest wysyp holistycznych coachów skupiających się na pojedynczych dolegliwościach. To dopiero jest patologia, bo dzięki tym “nauczycielom” ludzie oddają swoją energię wszelakim chorobom, których przybywa i przybywa.
Bo jest żyzna gleba i najlepszej jakości nawóz i nawodnienie.

A gdy widzę taką szamankę, która promuje picie 3 litrów wody na dzień, to już wszystko wiem. Systemowe dziecko, które wierzy, że żyje w zgodzie z naturą i jest w stanie pomóc innym.
Straszne to jest. Oni nic nie wiedzą. Gdy zabraknie prądu, wody, zginą dzięki tym swoim 3 litrom na dzień. To dopiero będzie dramat ludzi, którzy zrobią wszystko za łyk wody.

No ale do rzeczy, bo już długo się zrobiło

Uwaga człowieka, który czuje, że jest chory i potrzebuje wsparcia, musi zostać skierowana zupełnie gdzie indziej. Nie od dziś wiadomo, że nasze ciało jest bioskafandrem i samo sobą nie zarządza. Powiem to jeszcze raz:
Energia idzie za uwagą. Znasz to? Wszystko jest energią. Znasz to?

Nieprawda

Jeśli energia idzie za uwagą to wszystko nie może być energią.
– Bo co zrobimy z uwagą?
– Czym ona jest?
– Ta uwaga. Uważność?
– To co czuje przez nasze ciało.
– To co obserwuje rzeczywistość przez nasze oczy?
– To, co łączy się z piątym elementem?

To jest wszystkim. Energia jest tylko silnikiem materializującym to, co wyjdzie z Uważności. Powiedziałabym z tchnienia Boga, lub jego cząstki.

To tam wszystko zaczyna się i kończy. To tam powstaje zdrowie i choroba. Szczęście i rozpacz. Następnie bioskafander zostaje wprawiony w ruch, czyli w wibracje, jakie w danym momencie może wyprodukować nasze ciało i zaczynamy się synchronizować z odpowiednim sektorem w przestrzeni wariantów. (Przypominam, że wibracje, czyli częstotliwość drgań naszego ciała zależy od energetyki, a ta ostatnia zależy od stanu bioskafandra. Taka tautologia, ale ma sens).
Najfajniejsze jest to, że w każdym momencie naszego życia możemy wszystko odwrócić.
Dlaczego Kahuni potrafili w jednej chwili uzdrowić całkowicie człowieka, zlikwidować skomplikowane złamanie z kością na zewnątrz, chodzić po płynącej lawie z dziećmi na rękach i wywoływać śmierć lub chorobę na odległość, albo odwrotnie, uzdrawiać, bez uszczerbku dla swojej energetyki?

Wszystko mamy w książkach. Cała wiedza jest dostępna dla każdego, ale niestety trzeba czytać. Od zawsze to powtarzam i nie zmienię zdania. Kto nie chce czytać, nie osiągnie prawdziwego szczęścia. Czytanie wywołuje pewne procesy w mózgu już od pierwszych stron. Tak się u mnie działo, kiedy czytałam transerfing. Natychmiast zaczęły się zmieniać sytuacje.
Czytanie jest kluczem, bo w pewnym sensie uwalnia od żmudnych ćwiczeń, które są niezbędne, jeśli na przykład tylko słuchamy audiobooka, a słuchamy go najczęściej, aby zaoszczędzić czas, czyli w tym samym czasie wykonujemy wiele innych rzeczy, uniemożliwia to pracę wyobraźni. Czyli zobaczenie świata wewnętrznym wzrokiem.

Jeżeli pojawia się dolegliwość w ciele, to jest to już kolejne stadium niewłaściwego traktowania siebie i skupiania się nie na tym, co trzeba.
Jesteśmy zaprogramowani w taki sposób, że najpierw pojawia się lęk i potrzeba pójścia do lekarza czy szamana. Zupełnie tak, jakby to oni byli odpowiedzialni za te dolegliwości i to oni mają je zlikwidować.
Najczęściej tak się dzieje. Likwidują objawy. Przyczyna zostaje, a wystarczyłoby tylko zająć się sobą w należyty sposób. SOBĄ. Nie innymi. To jest pierwszy krok.

I tu zaczynają się schody. Nie chce mi się już więcej pisać, bo właśnie uświadomiłam sobie po raz kolejny, jak niewielu ludzi zrobi to, co trzeba. A ci ludzie dotrą do właściwej wiedzy. Ona jest wszędzie do dyspozycji. Jest fenomenalna i prosta. Nie wymaga nakładów finansowych. Nie wymaga niczego. Zarezerwowana jest dla wybranych. A kto może być wybrańcem? O tym też pisze Zeland.
Zdenerwowałam Cię? Bardzo dobrze…


Odkryj więcej z Różowa Klara

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

꧁ 🌸 Różowa Klara 🌸 ꧂