Ćwiczenia

Między styczniem 2017, a listopadem 2019 latałam samolotami praktycznie raz w miesiącu. Wciąż gdzieś się przemieszczałam.
Nie bałam się, a wręcz lubiłam od pierwszego razu 28 lutego 2009 roku, kiedy to wylądowałam we Włoszech na Ciampino i dopiero po 8 latach miałam okazję, żeby znów znaleźć się w przestworzach.

Zdarzył się jednak feralny lot do Pizy. Cztery razy podchodziliśmy do lądowania. Huragan, ulewa, burza i śmierć w oczach. Ludzie mdleli albo wymiotowali, a stewardesy biegały z ręcznikami papierowymi.

Kiedy już stanęłam na ziemi o własnych nogach, zwyczajnie się rozpłakałam z tego stresu i od tego dnia nie mogłam już spokojnie myśleć o lataniu. To był mój przedostatni lot. Po nim brałam udział w sesjach ze świetną psycholog i dzięki niej wsiadłam do samolotu w listopadzie 2019 do Warszawy i potem jeszcze w grudniu wracałam do domu, do Włoch. Bo musiałam wrócić, ale te dwa loty tam i z powrotem były dla mnie dramatyczne.

Sesje sprawiły, że w ogóle wsiadłam do samolotu, ale czas podróży i przed, to był okres silnego stresu dla mnie.

Z biegiem lat lęk się pogłębiał. Nastała pandemia, jeszcze więcej lęku i jeszcze więcej niesprzyjających okoliczności, aż nadarzyła się okazja, by w styczniu 2025 znów przylecieć do Polski na wielki firmowy ewent.

Miałam akurat nogę w gipsie, ale i tak kupiłam bilet i zabukowałam hotel. Odważna byłam, ale w momencie gdy już wszystko było ustalone, zaczęłam się modlić o cud, abym nie musiała lecieć.

Zniknął spokój i całe dnie wypełnione były podświadomym lękiem, że zbliża się sądny dzień.
I cud się stał. Lekarz mi zabronił lecieć. Bo nogę złamałam w grudniu i chodziłam słabo o kulach, a chciałam sama z walizką przemieszczać się w mroźny styczeń samolotami, autobusami czy taksówkami.

Ulżyło mi i lęk zniknął

Natomiast w tym roku w lutym znów musiałam udać się do Polski, aby być przy Mamie, po operacji. No i przyjechałam pociągiem. Teraz są super połączenia i większość trasy spałam w kuszetce. Po 3 tygodniach powrót w ten sam sposób. Jednak kolejny raz już pod koniec kwietnia znów miałby się odbyć pociągiem i mąż mnie zaszantażował w końcu, mówiąc:

– Samolot leci mniej niż dwie godziny, a Ty się chcesz tłuc kilkanaście godzin pociągiem! Nie zgadzam się!

Bardzo się opierałam, choć wiedziałam, że ma rację. Sama świadomość, że mam lecieć samolotem chyba przywróciła mi nerwicę lękową, którą bezskutecznie leczyłam przez 13 lat, a odeszła dzięki sesjom ze wspomnianą już psycholog.

Byłam tak roztrzęsiona, nerwowa, przerażona i kłótliwa, że już miałam sama siebie dość.
Myślę sobie, musi być jakiś sposób. I znalazłam!

Bo zawsze tak jest, kiedy jest się gotowym, przychodzi rozwiązanie

Jakoś “niechcący” natknęłam się na wiedzę o tym, jak pozbyć się wszystkich lęków, stresu, traum i nareszcie żyć życiem wolnym od kłopotów. Wiedzę zupełnie inną od tej, którą stosowałam od lat i działała natychmiast, ale nie aż tak kompleksowo, jak to, co teraz znalazłam.

W zasadzie dopiero teraz widzę wyraźnie i potwierdza mi to algorytm Facebooka, że dosłownie wszystko jest ze sobą połączone. Chodzi mi o to, że Facebook pokazuje mi dokładnie to, co mnie interesuje. Niby proste, bo już wszyscy wiedzą, że tak jest, ale od dłuższego czasu zauważam, że wystarczy iż o czymś pomyślę i praktycznie natychmiast pojawia się jakaś informacja na ten temat.

To też pewnie jakieś algorytmy są, ale w polu energoinformacyjnym. Bo jak to inaczej wytłumaczyć, skoro wszyscy jesteśmy w nim połączeni?

I zaczęły mnie bombardować ze wszystkich stron wpisy o pobudzaniu limfy, o jakimś skakaniu, o nagłej nowej narracji na temat traum, które zapisują się w ciele albo w głowie.
Nagle wszyscy w internetach pokazują dziwne ćwiczenia fizyczne, które mają nas pouwalniać ze wszystkiego.

Nie do końca mnie to przekonywało, bo czasami napada mnie stan zwany połknięciem kija i myślę sobie, że to takie śmieszne i niepoważne, gdy dorośli ludzi uskuteczniają jakieś wygibasy. Patrzyłam na nich i głupio mi było przed samą sobą, ale też gdzieś tam w najgłębszych zakamarkach świadomości zwyczajnie zazdrościłam im tego dziecięcego braku fałszywego wstydu i zwykłej wolności w robieniu, co się chce.

Kolejna rzecz, to uczucie niedosytu. Wydawało mi się, choć nie spróbowałam, że to nie może być tak skuteczne, jak mówią i musi być coś więcej. No i oczywiście się nie pomyliłam. Z jednej strony wiadomo, że wszyscy w sieci coś oferujemy, więc gdy pojawia się ktoś, kto pokazuje, że ma sposób na coś, to oczywiste jest, że za tym idzie zaproszenie na warsztaty, kursy czy zakup jakiegoś ebooka. Standard…

Nie twierdzę, że to jest złe czy dobre. To po prostu jest narzędzie do pracy wielu ludzi. Moim też.

No ale wracając do moich lęków i konieczności podróży samolotem na koniec kwietnia 2026. Mimo, iż miałam wątpliwości, to jednak jestem tym projektorem i muszę najpierw sama przetestować, żeby mieć wiedzę z pierwszej ręki.

Zrobiłam jedno ćwiczenie z dziesiątek innych. Jedno i raz

I poszłam sama i kupiłam bilet na samolot. Znowu się zestresowałam, ale to nie był czysty lęk. Bardziej miks z ekscytacją, co jest oczywiste z punktu widzenia szczytowych stanów świadomości, które pokazują nam, że często mylimy lęk z ekscytacją.

Na przykład:

  • Boisz się pająków, ale je obserwujesz z ciekawością.
  • Boisz się latać, ale ekscytuje Cię ta moc i fenomen unoszenia się stalowego ptaka w powietrze i wibracje potężnych silników

Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że bardziej mnie to ekscytuje niż przeraża, jednocześnie czułam się dumna, że to robię. Myślałam o cieniu Junga, o tym, że trzeba robić to, czego się boimy, a nie spychać w czeluście podświadomości i dawać temu jeszcze większą moc nad nami.

Nie czułam jeszcze pełnego komfortu więc zrobiłam to jedno ćwiczenie jeszcze raz, ale tak, żeby poczuć, że działa, po wcześniej zrobiłam go byle jak i nic nie poczułam.

Tym razem poświęciłam całe 8 minut i odczułam wszystkie fazy. Ile radości z tego miałam!
W międzyczasie zaczęłam wykonywać inne ćwiczenia, takie kilkusekundówki kilka razy dziennie. Efekt był taki, że lot samolotem to była poezja, relaks, absolutnie żadnego stresu i wręcz w trakcie lotu w pewnym momencie aż się wzruszyłam, że to tak niesamowicie zadziałało.

I teraz sama mam potwierdzenie, że traumy zapisują się w ciele, a sesje uwalniające, polegające na medytacji działają jak zastrzyk znieczulający, ale nie usuwają tych traum.

Musi się wydarzyć RUCH… BARDZO KONKRETNY FIZYCZNY



Odkryj więcej z Różową Klarą

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze informacje na swój adres e-mail.

RK (#8)



꧁ 🌸 Różowa Klara 🌸 ꧂