W drodze na szczyt

Coś się kończy, coś się zaczyna. Zostałam sama. Jedyna z wielkiej czwórki założycieli PZO.

Jest lipiec, 2015. Gdyby mi to kiedyś ktoś powiedział, udusiłabym gołymi rękami. Wszyscy jesteśmy tak bardzo związani ze sobą i z firmą, że takie zmiany są po prostu nie do przyjęcia. Niemożliwe.
Osiągam wszystko to, co sobie zakładam. Spełniam po kolei wszystkie marzenia i robię awans za awansem. Jak po sznureczku….

Wiem, to normalne, że ludzie przychodzą i odchodzą. Jest wysoka rotacja. Network marketing, podobnie jak własna działalność, to model pracy dla prawdziwych liderów. Słowo lider kojarzy mi się w dzieciństwie z kolarzami, z peletonem i nie lubię go, dopóki sama w dorosłym życiu nie wyrastam na lidera. Network marketing to prawdziwa szkoła przetrwania. Tu nie ma miejsca dla kombinatorów czy jęczących ofiar losu, narzekaczy i zazdrośników. Każda z tych grup zawsze, na 100% odpada.
W network marketingu najważniejszą cechą jest tak niemodna dziś:

Odpowiedzialność za własne decyzje

Tylko ktoś, kto naprawdę bierze życie w swoje ręce i dąży do celu, osiąga sukcesy w networku. W zasadzie każda struktura i grupa ludzi na tym świecie wygląda tak samo. Tylko 1-4% ludzi jest na szczycie, a reszta, jak te mróweczki pracują zawzięcie, ciężko, ale nie osiągają niczego, bo…. brakuje celu. Wydaje mi się, że to jest ta zmienna, która decyduje o tym, jak toczą się nasze losy. Albo masz wizję i ją realizujesz, albo masz pracę i się w niej realizujesz. Drobna różnica, lecz rezultaty są diametralnie różne.

I co się takiego skończyło?

Mamy początek września, 2022. Moi sponsorzy odchodzą z firmy po 7 latach działania.
Przez te lata jestem dobrze uczona i bywa, że omawiamy to na zoomach dyrektorów, że najbrzydszą praktyką jest szkalowanie firmy, z której się odchodzi. Moi sponsorzy też są na to wrażliwi, jednak sami dokładnie to samo robią tyle, że w bardzo zawoalowany sposób.
Mimo to, jasny komunikat idzie w świat.

Ja rozumiem, że w każdym środowisku dzieją się fajne i niefajne rzeczy. To jest naturalne, bo ludzie są różni i stale się ze sobą ścierają ich poglady, energie i siły, nad którymi trudno zapanować.
Zdarza się, że odchodzą z naszej firmy liderzy i zabierają całe zespoły ze sobą, które tutaj zbudowali. To się dzieje w każdej firmie networkowej i wpisuje się to w tzw koszty uzyskania. Jak w spółce. Wspólnicy czasem się rozstają. I nie jest trudno osiagnąć szybki sukces w kolejnej firmie, kiedy przeciąga się wielkie grupy ludzi.
Najgorsze jest jednak szkalowanie firmy, dzięki której całe lata żyje się jak lord i zarabia bajońskie sumy, a potem z dnia na dzień się o tym zapomina.

Firma, to ludzie i dzieje się różnie. 99% Partnerów nie potrafi natychmiast komunikować, że coś im się nie podoba. Tworzą grupy i czaty, gdzie zaczynają się „gazować”. (Lubię to określenie, używał go mój sponsor). I kiedy się tak gazują między sobą, nie idą z problemem wyżej. Tworzą sobie nowy, bardzo często nieistniejący obraz sytuacji, który pęcznieje.
Jeden z drugim nadają na trzeciego. Zmawiają się, nie śpią po nocach, denerwują się, są coraz mniej wypoczęci, stres ich zżera i coraz mniej racjonalnie myślą. Dochodzi do sytuacji, kiedy już nie potrafią spojrzeć na sytuację z innej perspektywy i dochodzi do nieszczęść. Ten wór z fekaliami eksploduje i na kogoś zawsze spada.

Nic do nich nie dociera. Gdy tylko ktoś próbuje im powiedzieć, że jest inaczej, po prostu go pożerają, masakrują i wyrzucają ze społeczności. Blokują i każą całemu zespołowi blokować, bo to wróg numer 1.
Tak powstają kłamstwa na bazie wypaczonych wyobrażeń, a wystarczy odezwać się do najbardziej zainteresowanego, czyli pójść po wiedzę do źródła i zapytać: Jak to wygląda z Twojej perspektywy?
Nic takiego się nie dzieje, bo karmieni są fałszywymi historiami przez swoich charyzmatycznych mentorów. Kto ma więcej energii, ten wygrywa. ZAWSZE.

Oczywiście takie sytuacje, to nie jest tylko network. To samo życie. Ja nawiązuję tylko do sytuacji, która w zasadzie zaczyna się w marcu 2019 i dzisiaj jej finał wszyscy widzimy.
W tym czasie sprzeciwiam się sponsorowaniu z własnej kieszeni wycieczki statkiem innym Partnerom, którzy się do tej wycieczki nie zakwalifikowali. Przy okazji ośmielam się zakomunikować, że potrzebuję rozwoju dla swojego zespołu i chcemy wypłynąć na szersze wody. Efekt jest piorunujący. Zostaję wyrzucona, zablokowana i puszcza się plotkę, że odeszłam.

Natomiast ja pracuję, jak zawsze. Jak mogłabym odejść z projektu, który był również moim „dzieckiem” Tworzyłam go od podstaw. Do głowy mi nie przychodzi, że mogłabym odejść z UG.
Na drugi dzień jednak budzę się rankiem i stwierdzam, że mam odcięty dostęp do wszystkich narzędzi, grup, czatów i strony szkoleniowej. Pierwszy, ciężki szok. Straszliwie mnie to wkurza, stresuje, rozstraja kompletnie i zaczynam reagować.

Drugi tydzień marca 2019 okazuje się jednym z najbardziej traumatycznych okresów w moim życiu. W ciągu 7 dni tracę 7 kilogramów. Nie mogę jeść i na samą myśl bierze mnie na wymioty, ale fizyczne dolegliwości to nic w porównaniu z tym, co dzieje się w mojej głowie. Budujesz coś od zera i po 4 latach zostajesz z tego wszystkiego okradziony. Do tego jeszcze połowa mojego zespołu zostaje sprytnie omotana fałszywą historią. Jakaś zbiorowa hipnoza, do tego stopnia, że osoby, z którymi przytulałam się ze łzami w oczach na ewencie, po tym całym wydarzeniu nagle zaczynają konstruować historie, ile to przeze mnie wycierpiały. Najciekawsze jest to, że nie bardzo wiem do dziś, o co chodzi, ale ich zachowanie na stworzonym specjalnie czacie do szkalowania nas, pokazuje mi, ze to nie są ludzie i z jednej strony czuje ulgę, że poznaję te fakty, choć zastanawaim się, czemu w tak burzliwy sposób to się dzieje. Cała afera jest irracjonalna do tego, co obwieściłam na czacie 8 marca 2019 roku:

Opłacenie jednej kajuty na statku to ok 500 – 800 euro. Moja kosztowała 823 euro.

A tutaj informacja mojego sponsora dla reszty zespołów:

20220907_1414256979332052961544346

Cały rok 2019 od 9 marca dochodzę do siebie po wyrzuceniu mnie za to, co napisałam. Straciłam wszystko, kariera mi się posypała, wszystkie klientki zostały tam, bo trudno setkom osób, które nie siedzą wewnątrz, a tylko biorą udział w programie, tłumaczyć na priv: hej, wypisz się z grupy, bo oni mnie wywalili….. Trochę to byłoby głupie i kojarzone z firmą, a tego nie mogę robić. Nie mogę rzucać złego światła na firmę, która nie ma pojęcia o takich sytuacjach i nie ma z tym nic wspólnego.

Straszliwie to wszystko przeżywam, bo hipokryzja ludzi mnie powala. Każdy tutaj jest sobie szefem i każdy pracuje na siebie, ale tylko wtedy, gdy jest to zgodne z z planami dyktatora. Nie jestem w stanie pogodzić się z tym wszystkim. Jest mi cholernie ciężko. Korzystam przez wiele miesięcy z pomocy psychologa, psychiatry i nic nie pomaga. Marnieję w oczach i przestaję w ogóle chcieć robić cokolwiek. Dostaję nożem w plecy tylko za to, że chcę się rozwijać na własnych warunkach. Nie wolno wykazywać się własną inicjatywą, bo nie są to warunki mojego sponsora. Nie zrozumiem takiej postawy. Sponsor to ktoś, komu zależy na rozwoju każdego członka zespołu i jeśli się mu podcina skrzydła, to to uderzy w niego samego. Wciąż przeżywam wszystko. Odczuwam ból i popadam w depresję. Nic nie jest w stanie mnie z tego wyciągnąć. Zdarza się, że leżę całymi dniami na łóżku i marzę o tym, żeby już sobie przejść do innej rzeczywistości. Męczy mnie brak nadziei i brak celu.

W końcu proszę o pomoc kobietę, która wie, czym się zajmuję oprócz networku i mówi do mnie:
– Przecież Ty możesz sobie sama pomóc. Dlaczego tego nie robisz?
Nie mam siły, aby samodzielnie wykonać wszystkie te rzeczy, które normalnie zajmują kilka minut dziennie. Nie mam siły, bo nie mam już celu w życiu. Nic się nie liczy.
3 sesje z tą kobietą robią ze mną cuda. Ona mnie naprawia od stóp do głów. Zaczynam odżywać, jeść, nabierać energii i chęci do życia.

Wciąż się zastanawiam, dlaczego zrobił mi takie świństwo. Dlaczego nie pozwala mi działać według moich zasad. Dlaczego nagle zaczyna ludziom kłamać, że mogłabym zaszkodzić całej organizacji, skoro jest to moje najukochańsze dziecko. Domyślam się, że nie chodzi o korzyści materialne. On się tym wtedy już nie przejmuje.
Jak się ma dużo kasy, najbardziej podnieca władza nad innymi. I on tego nie może znieść, ponieważ ja sama jestem urodzonym przywódcą (myślę, że każdy taki jest,) i kiedy dochodzę do pewnego etapu na ścieżce mojego rozwoju, potrzebuję jak powietrza, czegoś więcej niż hermetyczne środowisko pod ciasnymi skrzydłami opiekuna. Chcę też działać według modelu, który nam pokazywał sponsor mojego sponsora, ale tego mi nie wolno, bo nie zgadza się to z wizją mojego sponsora i za każdym razem, gdy wykonuję akcje, jakie ja chcę, muszę się tłumaczyć.

Jako jeden z niewielu liderów na każdym spotkaniu zespołów, na pytanie:
– Kto nie ma problemu z kontaktami?
Zgłaszam się ja. Słyszę od sponsora:
– Musisz zrobić szkolenie, jak mieć kontakty.
Odpowiadam:
– Ty wiesz, jak ja pracuję.
Odpowiedź mojego sponsora:
– Nawet mnie nie wkurwiaj (w taki sposób mówi do mnie sponsor na spotkaniu menadżerów).

Tu muszę dodać, że jako jedyny zespół, moi Partnerzy nie piszą pierwsi do ludzi. W całej swojej karierze nigdy pierwsza nie piszę do nikogo, a jednak osiagam pozycję V-ce Prezydenta. Zatem nie mogę się podzielić moją metodą, bo nie jest zgodna z tym, czego uczy mój mentor. Od początku robię wszystko inaczej, tworzę skrypty, szablony i w końcu okazuje się, że nawet crossline’i się nimi posługują, choć niechętnie się do tego przyznają.
Dochodzi do takich absurdów, że niektórzy liderzy wręcz zakazują pokazywać mi swoje spotkania, abym nie ukradła skryptów, a tymczasem to moje własne skrypty i znam je słowo po słowie na pamięć. Liderzy się często wstydzą, jeśli używają czegoś, co nie jest ich, ale osiagają dzięki temu sukcesy. Efektem tego są webinary, na których nie potrafią przekazać wiedzy, której sami nie wypracowali. I tak się też dzieje. Ale co tam, ja jestem typem, który dzieli się wszystkim, na prawo i lewo. Bo skoro rośniemy, to wszyscy równo.

W pewnym momencie jedna z dziewczyn, nie z mojego zepołu, uzyskuje świetne wyniki. Mówię na na zoomie, żeby opowiedziała, jak to robi. Ona się wije i odmawia. Zatem ja oświadczam, że skoro do tej pory wszystko, co tworzyłam, oddawałam wszystkim do użytku, a były to skrypty, które zawsze w 100% działały, od tej pory nawet jeden znak ode mnie nie ujrzy światła dziennego poza moim własnym zespołem. Dziewczyna niechętnie pokazuje „swój” skrypt. I co? Oczywiście to mój skrypt. Czuję gorycz i wstręt. Kiedy tworzysz coś dobrego, rozdajesz to wszystkim, żeby wzrastali, nie tylko w swoim własnym zespole, a spotykasz się z czymś tak dziwnym, podczas gdy wciąż powtarzane są slogany, że jesteśmy jednym zespołem, nie wpływa budująco na pozostałych.
Jeśli jesteś dobrym liderem, traktujesz wszystkich równo i nie zachowujesz się jak zawistna przekupka na targu.

W tym czasie spotykam się kilka razy ze sponsorem mojego sponsora. Tłumaczy mi, żebym to zostawiła, bo takie rzeczy się dzieją w biznesach. Żebym się otrząsnęła i wróciła do równowagi, bo tylko ja na tym tracę i mój zespół. Ja oczywiście nie rozumiem w tym momencie, jak on może mi takie rzeczy opowiadać. Krzywda jakiej doznałam wydaje mi się tak olbrzymia, że przyćmiewa wszystkie kataklizmy świata. Nie potrafię się otrząsnąć. Sama nie jestem święta i mam sporo za uszami, ale w biznesie zawsze powtarzam moim dziewczynom od początku kariery:

Nie musimy się lubić, ale jako upline mam obowiązek zapewnić Ci wszelką pomoc do zbudowania własnego biznesu

Jest to moja maksyma i nigdy jej nie zmieniam, i nie wyobrażam sobie uniemożliwić komuś rozwijanie własnego biznesu tylko dlatego, że ktoś mi nie pasuje. Jestem cholernym pragmatykiem. Wodniki ponoć tak mają 🙂

Rok mija i mimo, że moja dusza jeszcze jest obolała, zaczynam działać. Formują się plany i przede wszystkim ogromna świadomość, że zespół potrzebuje wsparcia i jasnej strategii. Coraz lepiej rozumiem ten proces. Przyczynę i skutek. Zaczynam wyraźnie widzieć, gdzie i kiedy pojawia się zarzewie konfliktu. Całe szczęście, że mimo wszystko, od następnego dnia, gdy jestem zablokowana wszędzie, buduję od zera nowe grupy oraz platformę szkoleniową. Moim atutem jest umiejętność budowania takich platform. W końcu 15 lat prowadzenia firmy informatycznej na coś się przydaje. To moje środowisko i poruszam się w nim, jak ryba w wodzie.
Rzucam się w ir mechanicznej pracy, jak robot. Zupełnie tak samo, jak w grudniu 2015 roku, kiedy umiera moja siostra. Działanie pozwala mi nie rozpaczać. Teraz też wiem, że to jest dla mnie ratunek. Tyle, że tym razem nie mam jeszcze tak ogromnej wizji, jak w 2015 roku, bo dopiero wracam…

Buduję, buduję, buduję i prowadzę dalej moją działalność. Niewiele osób tak naprawdę wie, co się dzieje. Ci, co zostali z moim sponsorem, otrzymują papkę informacyjną i zadowalają się opinią, że to ja wszystkich porzucam i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego więc się ode mnie odwracają, i co najważniejsze, jestem przedstawiana moim własnym ludziom jako ich konkurencja i zagrożenie. Otrzymuję przydomki typu chwast, wróg publiczny numer 1, powstają grafiki, gdzie pawianom z czerwonymi tyłkami wkleja się twarz moją i koleżanki, która też postanowiła wyjść z czatu. Odbywa się kolejny ewent, na którym poświęcony zostaje nawet jeden panel, jak wyrywać „chwasty”, i tak dalej i tak dalej. Szkalowaniu nie ma końca, a ja co rusz otrzymuję od ludzi screeny, zdjęcia i czasami zastanawiam się z koleżankami, jak to możliwe, że człowiek upada aż tak nisko, żeby tak potwornie poniżać innego człowieka tylko dlatego, że ten chce wolności w działaniu i podejmowaniu decyzji.

Kolejny brzydki krok ze strony mojego sponsora to przysłanie do mnie jednej z moich Partnerek, która udaje, że chce ze mną zostać. Dziewczyna wszystko przekazuje mojemu sponsorowi. Nagrywa rozmowy, przekazuje screeny rozmów, z grup. Kiedy wpada, usuwam ją natychmiast mimo, że serce mi krwawi, bo ją ogromnie lubię. Nie rozumiem, jak komuś chce się tracić energię i czas na szpiegowanie innych, zamiast zająć się swoimi sprawami. Wszystko się we mnie burzy. Ja rozumiem, że może mnie ktoś nienawidzić, bo jestem pyskata, bezpośrednia, bardzo konkretna, jak facet, ale nigdy nikt nie może mi zarzucić nieuczciwości i braku sprawiedliwości w biznesie. Nigdy!

Najciekawsze jest to, oczywiście z psychologicznego punktu widzenia oczywiste, ale mimo wszystko ciekawe, że upokarzają mnie ludzie, z którymi nawet nigdy nie rozmawiam, bo się nie znamy i nie mam z nimi nic do czynienia lub, co gorsze ci, z którymi mam normalne, biznesowe relacje, nigdy żadnych absolutnie spięć. Niektóre osoby wręcz jeszcze kilka dni czy tygodni wcześniej zapewniają mnie, jakie to są szczęśliwe, że mogą z takimi liderami rozmawiać, siedzieć przy wspólnym stole, itd.
Jedna z dziewczyn z mojego zespołu, z którą mam bardzo dobre relacje i rozumiem, że została, osiąga kolejną kwalifikację. Ostatni raz, gdy rozmawiamy osobiście, u mnie w hotelu, ona zwierza mi się ze swojego ciężkiego życia i problemów rodzinnych. Normalna kobieta, dobry Partner biznesowy, ambitna i odnosząca sukcesy. Rozmawiamy o wszystkim, o biznesie, o strategii, o planach na przyszłość. Oczywiste jest, że mimo iż już nie pracujemy razem, ona nadal jest w moim zespole i składam jej gratulacje pod postem firmowym. Po kilku dniach otrzymuję screeny z czatu, gdzie zostaję, delikatnie mówiąc wyśmiana i zelżona, że napisałam komentarz z gratulacjami.

Przestaję się udzielać, aby nie dawać pożywki, bo jednak jest to niesamowicie zła energia, która we mnie uderza. Dla własnego spokoju nigdy więcej nie wchodzę na ich profile i blokuję te osoby, które mnie najbardziej obrażają, aby o nich zywczajnie zapomnieć i móc sie odbudować. Niektóre z nich blokują również mnie.
Mam bardzo pokaźne archiwum materiałów jeszcze bardziej obraźliwych. To jest nic w porównaniu z resztą. Kiedy je przeglądam, zastanawiam się, czy to jest możliwe, że osoby dorosłe, chcące budować imperium finansowe, tak się zachowują? Czy nie wiedzą, że każda, teraz obśmiewa i nie daj Boże, wyjdzie z czatu, sama zostaje obśmiana? I to są dorosłe osoby, które biorą odpowiedzialność za swoje zespoły i wpajają im takie zachowania.

Jednym z powodów, dla których tak mnie poniżają jest fakt, że sporo ludzi w zespole zwyczajnie się mnie boi. Najbardziej te osoby, które nigdy ze mną nie zamieniły nawet jednego słowa. Ogromny wpływ na taki stan rzeczy ma fakt, że jestem na bardzo wysokiej pozycji, co już tworzy psychiczną barierę u nowych osób, poza tym jestem od samego początku, i co jest najmniej akceptowalne przez ludzi, jestem chorobliwie zasadnicza. Mówię zawsze wprost, bez owijania w bawełnę, co przysparza mi wrogów. Pewnego razu na ewencie nasz dyrektor regionalny właśnie w ten sposób zapowiada mnie na scenę. Stwierdza, że teraz zaprasza osobę od której otrzymał najwięcej razów, bo mówię wprost, co myślę, ale on sobie to bardzo ceni, bo przynajmniej słyszy prawdę.

Dobrze. To już przeszłość, o której w zasadzie zapominam. Mijają 3 lata i teraz, na początku września 2022, znów mnie ona dogania, bo moi sponsorzy odchodzą z firmy. W zasadzie już to zrobili. Piszą pożegnalny post na Facebooku.
Dla kogoś z zewnątrz, lub czytającego mało uważnie raczej umknie ten komunikat. W bardzo subtelny sposób szkalują firmę. Płynie jasny przekaz, że odchodzą, bo firma zawaliła i nie da się już z nią współpracować.
Ciekawe to jest, że zawsze odchodzą ci, którzy najwięcej wojują. Za każdym razem gdy odchodzą liderzy z firmy, jest wielka afera, bo firma to, firma tamto. Jak to możliwe, że masa ludzi jednak zostaje i jest tu z nami nawet 30 lat i więcej. Są cudowni, zawsze uśmiechnięci i pilnują swojego biznesu.
Prawdopodobnie podzieliłabym ten sam los, ale w porę się izoluję. Mimo, że mijają 3 lata od tego faktu, to jednak stale widujemy się na zoomach dla dyrektorów. Wciąż, mimo całej sytuacji mam ogromny respekt ze względu na kompetencje mojego sponsora i zawsze uważnie słucham, co mówi na zoomach. To nadal ma wpływ na moje postrzeganie spraw związanych z biznesem i firmą. Nadal się wkurzam na to samo, co on. Nadal jest dla mnie wzorem sprawnego działania w networku.

Pewnego dnia jednak budzę się rano, mielę w głowie ostatni zoom i coś we mnie pęka. Przestaję chodzić na zoomy z firmą. Niby powinnam, bo jako dyrektor mam dostęp do wiedzy bezpośrednio z centrali i mam co przekazać zespołowi. Myślę intensywnie. Rozpamiętuję nasze początki kiedy firma w Polsce ma zamiar zamknąć biuro w czerwcu 2016, bo nie opłaca się go utrzymywać. Nie robi tego, bo my wkraczamy już na pełnym gazie z działającą strategią od 2015 roku na rynek i pobijamy wszelkie rekordy. Firma co miesiąc obsługuje ok 100 zamówień, posiadając ok 2000 Partnerów na polskim rynku. My w styczniu 2016 w kilka osób robimy 114 zamówień i co miesiąc te liczby się powiększają.
Przypominam sobie, że od pierwszych dni działalności nie mamy żdanego wsparcia strategicznego od firmy, a jedynie logistyczne i sami tworzymy szkolenia oraz całe zaplecze szkoleniowe. Dajemy sobie świetnie radę i rośniemy, jak na drożach. Firma też się rozwija, żeby dotrzymać nam kroku i zapewnić to, czego najbardziej potrzebujemy, ale i tak świetnie sobie radzimy sami, bo już jesteśmy zaprawieni „w boju”.

Postanawiam przestać uczestniczyć w spotkaniach firmowych, o czym informuję zespół. Teraz mamy wszystko, co potrzebne w biurze online. Różnica jest tylko taka, że dowiaduję się o nowościach w tym samym czasie, co wszyscy Partnerzy. Wiem, że to nie jest żaden problem, ale za cenę świętego spokoju warto zrobić taki krok. Zobaczymy, co dalej.
Druga połowa 2021 roku. Okazuje się, że jest to strzał w dziesiątkę. Mija kilka miesięcy i wraca energia, zespół rośnie, budujemy coś fajnego.

Jakieś dwa tygodnie temu zaczynam bardzo intensywnie myśleć o moim sponsorze. Trwa to trzy dni. Wspominam wspólne czasy i tak jakoś mnie to trzyma. Mijają kolejne dni i dowiaduję się, że odchodzą. Hmmm…

Pierwsza myśl, głęboki smutek. Bo ta firma bez nich wydaje mi się w tym momencie czymś niemożliwym. Schodzę na dół do mojego mężczyzny i chcę mu o tym powiedzieć. On patrzy na mnie przerażony i wciąż pyta, co się dzieje. Nie potrafię wydusić słowa. Bardzo dziwne uczucie. Naprawdę dziwne. Pierwszy raz w życiu chyba tak mam. Nie wiem, czy wybuchnąć płaczem, czy się śmiać. Ta chwila coś mi w głowie układa i spływa na mnie ogromny spokój oraz przeświadczenie, że to jest najlepsza rzecz dla wszystkich, jaka może się wydarzyć. Mam lekkość, radość i dosłownie czuję, jak rosną mi skrzydła.

Zamykam kolejny rozdział mojego życia. Jestem tutaj. Tu i teraz i tylko to się liczy. To, co dzieje się przez ostatnie 3 lata, to konsekwencja moich wczesniejszcyh działań. Strasznie nie lubię nadużywać tego słowa, ale jestem wdzięczna za całą sytuację. W efekcie rozstania ze sponsorem potrzebuję pełnych 2 lat na powrót do formy. Natomiast w tej chwili mój zespół, to są ludzie, z którymi nie buduję już silnych, osobistych więzi. Jest to jedna z najważniejszych lekcji w biznesie. Choć sama to powtarzam od zawsze, że psiapsiółkowanie zabija biznes, to jednak sama staję się ofiarą fascynacji i uwielbienia moich mentorów.
Ludzie w moim zespole są zupełnie inni. Każdy z nich rozumie i akceptuje taki stan rzeczy. Jest to bardzo zdrowy układ. My razem pracujemy i budujemy prawdziwą „biznesową przyjaźń” opartą na przede wszystkim na WSPÓLNYM tworzeniu.

Bardzo doceniam to wszystko, co się zadziało. Biznes to miejsce, w którym Partner musi wiedzieć, że w każdej sytuacji może na Ciebie liczyć, dopóki sam nie zbuduje trwałych fundamentów swojego imperium, ale sprawy osobiste muszą zostać w jego własnym życiu. Im lepszy sukces w biznesie, tym więcej zaufania i vice versa. Taka jest natura. Są prawa i zasady. Zasady można łamać jeśli ktoś lubi działać nieuczciwie, natomiast praw nie da się przeskoczyć. Natura nie wybacza i nie nagina się do człowieka. Kto o tym zapomina, zawsze dostaje po dupie. Prędzej czy później.
Jeśli chodzi o mój stosunek do całej sytuacji… Wszystko idzie tak, jak ma iść, a mój świat, jak zawsze, troszczy się o mnie w każdej sytuacji.

Co jeszcze mogę dodać? Nie znam przyszłości i nie wiem, jak potoczą się moje losy. Wierzę że użyję całej dostępnej mi mądrości w każdej sytuacji. Wiem jedno, po dzisiejszym przejrzeniu całego archiwum ze screenami nic już nie jest takie, jak wczoraj. Przywołały dużo złych emocji. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Należy zawsze iść do przodu i jak najszybciej zamknąć każdy przerobiony rozdział. Dbać o siebie i najważniejsze osoby w życiu. Pracować uczciwie i być sprawiedliwym, a przede wszystkim nie dać się zdemoralizować i stawiać się ponad innymi.


Odkryj więcej z Różowa Klara

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

꧁ 🌸 Różowa Klara 🌸 ꧂