Dwa dni temu zrobiłam mały eksperyment z makaronem.
Takim z cukinii.
Mamy w jadłospisach sporo fajnych dań, których nie powstydziłyby się najlepsze restauracje, szczególnie uwielbiana jest karkówka ze spaghetti z cukinii z pesto, ale nawet to danie, mimo, że bardzo mi smakuje, pozostawia posmak surowego papieru.
Tak generalnie postrzegam cukinię i jest to jej główny atut, bo można z niej zrobić dosłownie wszystko. Nawet dżem.
No i wymyśliłam sposób na to, żeby moje spaghetti z cukinii się nie rozwalało, gdy się je wrzuci do wrzątku, albo do innego gorącego sosu.
Wkurzało mnie zawsze to, że się rozgotowywała i w sumie służyła mi jako zagęszczacz do potraw. Lepsze to niż mąka. Ale…. Nie byłabym sobą, gdybym nie wymyśliła tego tricku.
Pamiętam coś takiego, jak dynia makaronowa. Jadłam ten makaron w dzieciństwie. Mieliśmy inspekty w ogrodzie i rosły tam arbuzy, dynie i mnóstwo egzotycznych roślin, jak na owe czasy. Prawie 40 lat temu…
Całe życie szukałam tego smaku i właśnie dwa dni temu odkryłam sposób na ten „makaron dyniowy”. Wprawdzie z cukinii, ale to też dyniowate. Efekt mnie zaskoczył totalnie, bo nie spodziewałam się czegoś takiego.
Cukinię pocięłam na długie spirale i rozdzieliłam na dwie porcje. Jedną wrzuciłam do gotującego się sosu i oczywiście zrobiła się mamałyga. Drugą porcję “zahartowałam” i dopiero po 20 minutach wrzuciłam do sosu. Makaron zrobił się jednolicie cienki, elastyczny, nawet odrobinę ciągliwy i konsystencja przypominała bardziej spaghettini, ale efekt był niesamowity!
Wczoraj kupiłam kolejne trzy wielkie cukinie i dzisiaj zapodam mężowi na obiad z gulaszem. Ciekawa jestem, co mi powie. A to mój sposób na hartowanie makaronu z cukinii, żeby się zamienił w prawdziwy keto makaron!
[newsletter_lock]
Ta czynność jest tak prosta, że aż nie mogę w to uwierzyć, że tyle lat się głowiłam nad tym i nie wpadłam od razu na ten pomysł.
A więc ja użyłam frytkownicę beztłuszczową. Przypuszczam, że dokładnie tak samo można robić w piekarniku.
Wyłożyłam surowe spaghetti z cukinii do pojemnika. Spryskałam oliwą z oliwek, posoliłam i wymieszałam. Ustawiłam frytkownicę na 180 stopni i 20 minut, czyli program na frytki niemrożone.
To była zbyt wysoka temperatura i dzisiaj zrobię na 180.
Co kilka minut mieszam cukinię, aby równomiernie się…. No właśnie co…
Smażyła? Opalała? Nieważne, hartuje się i już.
Myślę teraz, w trakcie pisania, że gdybym nie siedziała na fejsbuku, to mieszałabym częściej i niektóre nitki na brzegach nie zrobiłyby się brązowe, ale nawet te brązowe były super.
[/newsletter_lock]
Po 20 minutach przełożyłam wszystko do gotującego się sosu i zostawiłam na kolejne 10 minut, żeby się wszystko fajnie połączyło.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy wzięłam szczypce, złapałam spaghetti i ono ciągnęło się na całą długość!! Nie urywało się, mocne i elastyczne cienkie nitki spaghettini!!! No i to hartowanie pozwoliło “makaronowi” lepiej wchłonąć smak sosu! Po prostu bajka!
Odkryj więcej z Różowa Klara
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


